Końcowa część trasy zahacza o Fort Mason, gdzie oprócz punktu załadunku żołnierzy znajdowała się jedna z pierwszych baz lotniczych na Pacyfiku, miejsce, z którego startowały w początkach lotnictwa różne wyprawy mające na celu bicie rekordów. Później mijamy już zielony parczek i dalej rozciąga się do samego podnóża Golden Gate rezerwat Crissy Field. Unikatowa flora (= wyschłe badyle) ściąga tutaj ludzi (na jogging). Turyści zdają się z kolei tylko zwracać uwagę na czerwoną stalową konstrukcję mostu, który wygląda z perspektywy niezwykle malowniczo. Zlokalizowny tuż przy wejściu na most sklepik pozwala się zaopatrzyć w różne dziwne pamiątki dotyczące mostu..
Warto również obejrzeć sobie budowę pojedynczego kawałka "liny", która zwisa z obu głównych słupów (jest to w końcu most wiszący!). Z faktów dotyczących mostu warto wiedzieć, że codziennie przejeżdża przez niego ponad 100 tys. samochodów ! Doprawdy będąc na samym moście bardzo czuje się ten ruch. Z kolei prawie 2 tys. osób postanowiło zakończyć na nim (czy pod nim) swój żywot, ale skuteczność tego czynu to tylko 75% i znany jest przypadek uratowania człowieka przez lwa morskiego, który prawdpodobnie podpłynął z pobliskiego legowiska, które mija się idąc w kierunku mostu.
Most robi ogromne wrażenie. Jak większość wie nie należę do amatorów przepaści, więc spacer do połowy mostu odbyłem prawie z sercem na ramieniu. Dodatkową porcję wrażeń zapewniają same drgania konstrukcji wskutek ruchu samochodów. Poza tym ze środka mostu roztacza się wręcz bajeczny widok na zatokę i na ujście do Pacyfiku.
Śliczny moment zachodu słońca jest nie do zapomnienia, chociaż ponoć inną piękną aurą jest ta, gdy wokół miasta rozpościera się morze mgieł (w ten sposób widziane z instytutu)
Koniec wycieczki postanowiłem urozmaicić sobie zakupem dobrych słodyczy do domu. Wybór jak widać był całkiem trudny...
Po udanych zakupach czas na tradycyjny powrót do Berkeley tym uroczym pojazdem
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz